W piątek wieczorem wybrałam się z rodziną do Łeby. Zdziwiliśmy się trochę, bo pomimo ładnej pogody, ludzi było bardzo mało. Przynajmniej spokojnie zajęliśmy stolik w pizzerii i nie musieliśmy lawirować między turystami. ;) Już wielokrotnie przekonałam się, że letnie kurorty (a w szczególności polskie) nie są dla mnie. Niezliczona ilość sklepów z tandetnymi pamiątkami czy smażalni ryb lub barów z kiepskim jakościowo jedzeniem nie są dla mnie. Chyba jedynym plusem takich ośrodków jest tylko bliskość do morza. Wiem, wiem, że przesadzam, ale ja już chyba w tej kwestii zawsze będę dziwakiem. ;)
Zrobiłam parę zdjęć i w trakcie ich przeglądania doszłam do wniosku, że w kolorze nieco tracą na swej wartości (o ile taką w ogóle posiadają :P). I nie potrafię ocenić, czy efekt końcowy wyszedł na plus. ;)
Najpierw przeszliśmy się Aleją Prezydentów, która została otworzona rok temu. Oprócz odlewu dłoni gen. Wojciech Jaruzelskiego są też odlewy Lecha Wałęsy, Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Kaczyńskiego.
Zaledwie parę kroków od centrum...
Spacer skończyliśmy koło tego budynku. Potem zawróciliśmy i poszliśmy na pizzę. ;)















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz