niedziela, 15 lipca 2012

Moje książki

Nie mam zamiaru chwalić się swoimi książkami, by pochwalić się, że jestem inteligentna, oczytana i że czytam książki z najwyższej półki, bo tak oczywiście nie jest. ;) Nie imponują także swoją ilością, bo jest ich mało. Powód jest trywialny: po prostu chcę je pokazać. ;)

W 6. klasie i na początku gimnazjum pochłaniałam kilka książek tygodniowo. Oczywiście prawie wszystkie były miłosne. ;) Całe to czytanie zaczęło się od "Plotkary". Pamiętam, że założyłam sobie nawet zeszyt, w którym zapisywałam wypożyczone lektury, bo czasami oddawałam książki do innej biblioteki. Dopiero po przeczytaniu "Zmierzchu" (tak, tak, też miałam na niego fazę) nieco przystopowałam.

Z każdym kolejnym rokiem coraz mniej czytałam, bo nie starczało mi już czasu. W 3. klasie gimnazjum nie przeczytałam chyba ani jednej pozycji. Ponowny raz sięgnęłam po książkę w ubiegłe Boże Narodzenie. Tak, tak, to był "Harry Potter i Kamień filozoficzny"! ;) Dalsze części czytałam w ferie i majówkę, a niedawno skończyłam ostatnie dwie części. Teraz jestem przy "Millenium". I muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś lepszego. Książka tylko w kilku fragmentach mnie wciągnęła, poza nimi wręcz zmuszałam się do czytania. Zobaczę, może druga i trzecia część będą ciekawsze. A w kolejce już szykują się "Władca pierścieni", "Cień wiatru" Zafóna i "Wiedźmin". ;)


Gdy w podstawówce dostawałam stypendium za dobre wyniki w nauce, to nie kupowałam nic innego, jak książki. Nie dość, że dostawałam od szkoły, to jeszcze dokładałam od siebie. ;) Najbardziej cenną tutaj książką jest dla mnie  "Kolory wojny" ("The colors of war"). Kupiłam ją na pchlim targu za psie pieniądze, a jest naprawdę świetna. Ukazane są w niej fotografie zrobione podczas wojny, które poddano obróbce i w rezultacie są teraz kolorowe. Piękne. Ah, znalazł tu się jeszcze "Zmierzch". Mama sprawiła mi te książki pod Gwiazdkę, gdy moja fascynacja nimi minęła, niemniej jednak i tak się ucieszyłam. ;)





Książka "Powstanie warszawskie 1944", które zawiera dokumenty z przesłuchań, kilka słowników, encyklopedii, dwa tomiki wierszy (poezja Herberta i K.I. Gałczyńskiego), przewodnik turystyczny (wygrany w konkursie ortograficznym ;)) i atlas świata. A, jest jeszcze książka, której nie pokazałam od strony grzbietu. Przedstawia ona ilustracje "wyciętych kotów". Kocury różnych ras są przedstawione na białym tle w dziwnych pozycjach. Dosyć śmieszna. ;) 



Jak byłam mała, to mama kupowała "Dzienniki Bałtycki", do którego były dołączane te książki i później czytała mi je do snu. Ah, dzieciństwo! ;)



Zdjęcie koszmarnej jakości. ;) Te książki również były kupowane razem z "Dziennikiem Bałtyckim", ale mama już nie czytała mi "na dobranoc". ;) Biorę je do ręki raz na jakiś czas, gdy są mi potrzebne do szkoły. Niestety, nie mam aż takich ambicji, by je czytać w innych okolicznościach. ;)

PS Przeprasza za jakość powyższych zdjęć. Książki leżą jeszcze na podłodze (wynik przeprowadzki) i ciężko było mi manewrować aparatem. ;)

wtorek, 10 lipca 2012

Blogerki

To było dwa lata temu. Właśnie zaczynały się wakacje, a ja się potwornie nudziłam. Więc szperałam po internecie. Wtedy znalazłam blogi (wszystkie modowe z wyjątkiem jednego), które do dziś czytam (Charlize-mystery, The Adamant Wanderer etc.) Wcześniej śledziłam tylko bloga Fashionelki (a znalazłam ją na Pudelku). Na początku wszystko ładnie, pięknie, nie mogłam się doczekać nowych wpisów. Ale po jakimś czasie wcześniejszy entuzjazm opadł, pozostało tylko czytanie nowych wpisów z przyzwyczajenia. I tak jest do dziś.

Hm, może napiszę, co nie podoba mi się konkretnie w polskich blogach, żeby nie pozostać gołosłowną:
- Stały motyw. Jeżeli jedna ze sławniejszych blogerek w Polsce ubierze spodnie w kwiaty, to kilka dni później wchodząc na kilka dowolnych stron można już zauważyć stylizację z takowymi spodniami. Rozumiem, gdy jest akurat trend na, załóżmy, pepitkę i milion dziewczyn pokazuje się w żakietach, bluzkach czy choćby rajstopach w taki wzór. Ale nie rozumiem trendu, gdy ten wzór obejmuje tylko jedną część garderoby. Wszystkie polskie dziewczyny wyglądają wtedy tak samo. Przykłady: wspomniane spodnie w kwiaty, kosmiczne legginsy, szorty w amerykańską flagę, spódnicę w aztecki wzór etc.

www.charlize-mystery.blogspot.com

Stylizacja spódnica w azteckie wzory - sweterk h&m, spódnica
www.nie--ma.blogspot.com

- Jedzenie. Denerwuje mnie pokazywanie na fanpage'u swojego jedzenia, szczególnie w taki sposób, jaki serwuje nam Karo. Rozumiem, może być w jakiejś kawiarni, ciastko jej zasmakowało, więc robi zdjęcie i je wrzuca. To samo z ciastem. Udało jej się samej zrobić dobry wypiek, więc nim się chwali. Ale po co mi zdjęcie jej obiadu. Żebym co? Pozazdrościła jej, bo nie dość, że posiłek jest ładnie oprawiony (eleganckie serwetki, wychuchane sztućce, jakieś kwiatuszki w wazoniku), to składa się z potraw, których pewnie nigdy nie zjem. Mi od razu wtedy ślinka cieknie, bo przeważnie mój obiad składa się z ziemniaków, schabowego i surówki z kapusty. ;) Jestem niemal pewna, że nie takie są jej intencje, ale wychodzi, jak wychodzi. Mam po prostu wrażenie, że chce byśmy mieli wrażenie, że jej życie jest idealne, piękne i eleganckie. Nie wiem, może się mylę.


www.charlize-mystery.blogspot.com

- Bylejakość bloga. Głównie mi chodzi tutaj o Fashionelkę. Jej teksty są proste, kilkuzdaniowe, infantylne. O interpunkcji nawet nie wspominam. Stylizacje nie dość, że są rzadko publikowane, to zwykłe i przeciętne, zero oryginalności. No i ta reklama. Aż razi po oczach.

- Mentalność. Hm, ostatnio rozbawiło mnie nazwanie Polaków "polaczkami" przez Charlize. Zamiast po prostu przeprosić, napisała, że to zdrobnienie od "Polaków". Choć nijak to pasowało do zdania, w którym użyła tego słowa. Odnoszę wrażenie, że blogerki myślą, iż wspięły się na wyższą drabinę społeczną. Każde krytyczne słowo uznają za "hejt" (ostatnio bardzo popularne słowo ;)), więc usuwają takie wpisy. Jakby należałoby je tylko wychwalać pod niebiosa. A, zapomniałabym o konstruktywnej krytyce. Ale na ten temat może nie będę pisała.

Mogłabym wymienić jeszcze z kilka takich cech, ale uznałam, że nie ma sensu, bo się ze sobą zazębiają. Te, które mi pierwsze do głowy przyszły, wymieniłam i na tym poprzestaję. ;)